WYSOKIE CIŚNIENIE I KŁOPOTY Z GLUKOZĄ. DLACZEGO TAK CZĘSTO IDĄ W PARZE I DLACZEGO TAK ŁATWO TO POMYLIĆ

Jeżeli masz poczucie, że coś w Twoim organizmie zaczęło się rozjeżdżać, bo widzisz wyższe wartości ciśnienia, obserwujesz zmiany poziomu glukozy, a kolejnego…

Jeżeli masz poczucie, że coś w Twoim organizmie zaczęło się rozjeżdżać, bo widzisz wyższe wartości ciśnienia, obserwujesz zmiany poziomu glukozy, a kolejnego dnia zaskakuje Cię podwyższone tętno i towarzyszące mu napięcie, pamiętaj o jednej, bardzo ważnej rzeczy: większość lekarzy nie powie Ci wprost, że te problemy bywają ze sobą powiązane i często mają wspólny mianownik. Ja natomiast chętnie zajmę się tym tematem, bo kiedy spojrzysz na niego całościowo, przestaje być chaosem, a zaczyna układać się w logiczny mechanizm.

Idziesz do gabinetu, słyszysz, że masz podniesione ciśnienie i podniesioną glukozę, więc coś rzeczywiście dzieje się w tle, ale rzadko dostajesz wyjaśnienie, że w Twoim organizmie nie toczą się trzy niezależne wojny. To raczej jedna kampania, w której układ hormonalny, nerki, naczynia, mięśnie i układ nerwowy są ściśle powiązane, a na to samo tło reagują w sposób przewidywalny, choć dla Ciebie bywa to frustrujące i niepokojące.

Bywa, że usłyszysz zdanie, iż ciśnienie to kwestia genów, a glukoza to temat diabetologiczny, więc należy je rozdzielić. Owszem, dostajesz wtedy informację, ale często jest to półprawda wygodna dla systemu, bo pozwala szybko wypisać receptę i szybko zamknąć wizytę, natomiast nie wyjaśnia, skąd bierze się schemat, w którym oba wyniki pogarszają się jednocześnie. W praktyce dzieje się tak dlatego, że gdy rośnie glukoza, bardzo często rośnie też insulina, a kiedy insuliny jest dużo i działa ona mniej skutecznie, nerki zaczynają zatrzymywać więcej sodu i wody, co zwiększa objętość krwi krążącej i sprzyja wzrostowi ciśnienia. Równocześnie układ nerwowy łatwiej przechodzi w stan pobudzenia, naczynia stają się bardziej reaktywne, a skoki ciśnienia i wyższe tętno przestają być wyłącznie reakcją na stres, ponieważ stają się również odpowiedzią na rozchwianą gospodarkę energetyczną, którą organizm próbuje opanować siłą.

SKOKI CIŚNIENIA, CZYLI DLACZEGO RAZ JEST DOBRZE, A RAZ MASZ WRAŻENIE, ŻE COŚ SIĘ URYWA

Jeżeli Twoje ciśnienie skacze falami, nie musi to oznaczać, że masz już utrwalone, ciężkie nadciśnienie. Często jest to sygnał, że regulacja jest drażliwa, a układ krążenia reaguje nadmiarowo na bodźce. Takimi bodźcami bywają noc skrócona o dwie godziny, ból, konflikt, napięcie, infekcja, odwodnienie, alkohol wypity wieczorem, obfita i słona kolacja, a także część leków dostępnych bez recepty, w tym preparaty na katar czy niektóre leki przeciwbólowe, które potrafią podbijać ciśnienie, zanim zdążysz skojarzyć, że to w ogóle ma znaczenie.

Jeżeli dodatkowo masz gorszą tolerancję glukozy, Twoje skoki ciśnienia częściej pojawiają się po posiłkach, które wywołują duże wahania, bo organizm, próbując szybko wyrównać glikemię, uruchamia reakcje autonomiczne. U osób wrażliwych, być może także u Ciebie, objawia się to kołataniem serca, niepokojem i wrażeniem wewnętrznego roztrzęsienia. Bywa, że jest to mylone z atakiem paniki, choć często ma wyraźne tło metaboliczne, a panika pojawia się dopiero wtedy, gdy przestraszysz się tego, co dzieje się w ciele.

OTYŁOŚĆ TRZEWNA. DLACZEGO TO JEST OSOBNY PROBLEM, A NIE TYLKO KWESTIA KILOGRAMÓW

Jeżeli masz nadwagę, a zwłaszcza otyłość brzuszną, sytuacja przestaje być kwestią estetyki i zaczyna być kwestią biologii. Tkanka tłuszczowa trzewna nie jest biernym magazynem, lecz narządem wydzielniczym, który podtrzymuje stan zapalny, pogarsza wrażliwość insulinową i wpływa na naczynia. To dlatego otyłość, nadciśnienie i zaburzenia glikemii tak często tworzą układ samonapędzający się: im dłużej trwa przeciążenie, tym bardziej organizm przyzwyczaja się do funkcjonowania na wyższych obrotach, a Ty masz poczucie, że wszystko wymyka się spod kontroli.

MENOPAUZA I ESTROGENY. DLACZEGO W TYM CZASIE NAGLE JEST TRUDNIEJ

Jeżeli jesteś w okresie okołomenopauzalnym albo po menopauzie, do mechanizmu metabolicznego dochodzi jeszcze zmiana naczyniowa i autonomiczna. Spadek estradiolu wpływa na elastyczność naczyń, regulację układu współczulnego i sen, a gdy sen staje się przerywany i płytszy, organizm rzadziej schodzi w nocny tryb regeneracji. Dzień zaczynasz więc w stanie pobudzenia, który łatwiej podbija tętno i ciśnienie. W tym samym czasie częściej narasta tkanka trzewna, co pogarsza wrażliwość insulinową, więc glukoza i ciśnienie zaczynają iść krok w krok, nawet jeśli Twoje starania są podobne do tych sprzed kilku lat.

OSOBY STARSZE. DLACZEGO TU NIE WOLNO LECZYĆ NA SIŁĘ

Jeżeli jesteś starsza albo opiekujesz się kimś starszym, musisz pamiętać, że ciśnienie w tej grupie ma swoją specyfikę. Naczynia są sztywniejsze, dlatego częściej rośnie górna wartość ciśnienia, a dolna bywa względnie niska, co zmienia bezpieczeństwo leczenia. Zbyt agresywne zbijanie liczb może skończyć się zawrotami głowy, spadkami ciśnienia przy wstawaniu, osłabieniem i upadkiem. Liczy się stabilność i ochrona perfuzji narządów, a nie szybkie zejście do książkowej liczby bez refleksji.

JAK MIERZYĆ, ŻEBY MIEĆ DANE, A NIE CHAOS

Jeżeli chcesz wiedzieć, czy masz problem stały, czy reaktywny, potrzebujesz serii pomiarów, a nie pojedynczej liczby, którą mógł wywołać stres. Mierz ciśnienie po kilku minutach spokoju, siedząc z podpartymi plecami i stopami na podłodze, z ręką ułożoną na wysokości serca, bez rozmowy, bez telefonu i bez pośpiechu. Zrób dwa pomiary w odstępie około minuty i zapisuj średnią, a jeśli chcesz zobaczyć wzorzec, rób to rano i wieczorem przez kilka dni, bo dopiero wtedy widać, czy ciśnienie jest stale wysokie, czy skacze w określonych sytuacjach.

Warto, żebyś rozumiała jedną rzecz, bo bez niej ciśnienie staje się wyłącznie liczbą, która straszy, zamiast być informacją, która coś wyjaśnia. W zapisie ciśnienia masz dwie wartości, górną i dolną, i one nie są tym samym, choć często traktuje się je jak jedną całość. Wartość górna, czyli skurczowa, pokazuje, z jaką siłą krew uderza o ściany naczyń w chwili, gdy serce się kurczy i wyrzuca krew do tętnic. Wartość dolna, czyli rozkurczowa, mówi o tym, jakie ciśnienie utrzymuje się w naczyniach w chwili, gdy serce się rozkurcza, a więc między uderzeniami, kiedy przepływ ma pozostać zapewniony mimo krótkiej przerwy w wyrzucie.

Różnica między tymi wartościami, nazywana ciśnieniem tętna, często mieści się w granicach kilkudziesięciu milimetrów słupa rtęci. U osób młodszych bywa mniejsza, a u osób starszych rośnie, bo naczynia tracą elastyczność i gorzej amortyzują falę wyrzutową. Gdy ta różnica robi się wyraźnie duża, szczególnie przy wysokiej wartości górnej i względnie niskiej dolnej, oznacza to zwykle, że układ tętniczy jest sztywniejszy, a serce musi „pchać” krew w mniej podatne naczynia, co jest typowe w wieku starszym, a czasem także u osób z długo trwającym przeciążeniem metabolicznym.

Wysokie ciśnienie skurczowe bywa więc informacją o sztywności naczyń, o większej objętości krwi krążącej albo o stanie pobudzenia, w którym serce bije mocniej. Wysokie ciśnienie rozkurczowe częściej wskazuje na zwiększony opór obwodowy, czyli sytuację, w której naczynia są bardziej zwężone i mniej chętne do rozkurczu, co bywa powiązane z przewlekłym napięciem, stanem zapalnym, insulinoopornością i zaburzeniami regulacji.

Jeżeli w momencie pomiaru widzisz, że rośnie też tętno, nie dzieje się to bez powodu. Tętno przyspiesza, bo układ współczulny, który ma Cię mobilizować w sytuacji zagrożenia, daje sygnał sercu, żeby pracowało szybciej. Kiedy do tego dochodzi lęk przed wynikiem, ciało potrafi zareagować jak na alarm, mimo że realnego zagrożenia wcale nie ma. Paradoks tej sytuacji jest okrutnie prosty: boisz się ciśnienia, więc organizm wchodzi w pobudzenie, pobudzenie podnosi ciśnienie, a wynik utwierdza Cię w strachu.

Dlatego bieganie z ciśnieniomierzem co chwilę rzadko pomaga, bo zamiast uspokajać układ nerwowy, utrwala w nim czujność. Znacznie lepsze są pomiary zaplanowane, wykonywane w spoczynku i w powtarzalnych warunkach, a nie w środku dnia, po schodach, po emocjach i po kawie, bo wtedy liczba staje się narzędziem diagnostycznym, a nie katalizatorem napięcia.

KIEDY SIĘ MARTWIĆ, A KIEDY WZIĄĆ ODDECH I OCENIĆ SYTUACJĘ

Ciśnienie rzędu 180/120 lub wyższe, zwłaszcza gdy pojawia się ból w klatce piersiowej, duszność, objawy neurologiczne, zaburzenia mowy, widzenia, silny ból głowy lub osłabienie kończyn, jest sygnałem alarmowym i wymaga pilnej pomocy. Natomiast pojedynczy wysoki pomiar bez objawów często wymaga przede wszystkim odpoczynku i powtórzenia pomiaru po kilku minutach, bo ciało potrafi reagować na sam lęk przed wynikiem. Utrzymywanie się wysokich wartości w serii jest natomiast informacją, z którą nie powinno się zwlekać.

WYSOKIE TĘTNO. KIEDY TO JEST STRES, A KIEDY TRZEBA SPRAWDZIĆ WIĘCEJ

Wysokie tętno w spoczynku może być skutkiem napięcia, niedosypiania, odwodnienia i używek, ale może też wynikać z anemii, infekcji, zaburzeń tarczycy lub działań ubocznych leków. Powtarzalność jest kluczowa: pojedyncze kołatanie może być reakcją sytuacyjną, natomiast nawracające epizody, zwłaszcza z dusznością, osłabieniem, bólem w klatce piersiowej lub zawrotami, wymagają diagnostyki, a nie uspokajania się, że to na pewno nerwy.

CO NAPRAWDĘ DZIAŁA NA CIŚNIENIE I CUKIER JEDNOCZEŚNIE

Ograniczenie sodu i żywności wysoko przetworzonej ma znaczenie fundamentalne, bo większość soli pochodzi nie z dosalania, lecz z produktów, w których sól jest ukryta. Wzorzec żywienia zbliżony do DASH lub śródziemnomorskiego, oparty na warzywach, strączkach, pełnych ziarnach, fermentowanych produktach, dobrych tłuszczach i regularnym białku, działa na ciśnienie, a równocześnie stabilizuje glikemię poprzez błonnik i lepszą strukturę posiłków.

Dieta, która uspokaja ciśnienie i jednocześnie stabilizuje glikemię, nie polega na tym, że jesz mniej, tylko na tym, że jesz w sposób, który przestaje rozchwiewać układ nerwowy, gospodarkę insulinową i pracę nerek. Największą różnicę robi ograniczenie sodu z żywności przetworzonej, bo to właśnie tam jest sól, której nie czujesz, a która potrafi podtrzymywać wyższe ciśnienie dzień po dniu, nawet jeśli masz wrażenie, że prawie nie dosalasz. Równolegle kluczowe staje się dołożenie produktów bogatych w potas, błonnik i magnez, czyli warzyw, strączków, pełnych ziaren, fermentowanych produktów, a także owoców w rozsądnych porcjach, bo to one tworzą środowisko, w którym naczynia pracują spokojniej, a glikemia przestaje zachowywać się jak wahadło.

Najlepiej sprawdza się prosta struktura posiłku, w której rdzeniem jest białko i warzywa, a węglowodany stają się dodatkiem dobranym świadomie, tak aby po jedzeniu nie następował gwałtowny wzrost glukozy, po którym pojawia się spadek i wewnętrzne roztrzęsienie. Jeżeli do tego dołożysz regularność, sensowne nawodnienie i kolację, która nie jest słona ani ciężka, często już po kilkunastu dniach widzisz, że ciśnienie przestaje skakać tak łatwo, bo układ krążenia i układ nerwowy nie są stale prowokowane do reakcji.

Ruch jest narzędziem metabolicznym, a nie dekoracją. Regularna aktywność poprawia wrażliwość insulinową, a trening oporowy chroni mięśnie, które są Twoim narządem metabolicznym i największym konsumentem glukozy. Sen natomiast, zwłaszcza w menopauzie, jest warunkiem uspokojenia układu współczulnego, bo bez snu organizm nie wyhamowuje, a bez wyhamowania nie ma stabilizacji.

SUPLEMENTY. GDZIE MAJĄ SENS, A GDZIE SĄ TYLKO NADZIEJĄ W KAPSUŁCE

Magnez bywa pomocny, zwłaszcza wtedy, gdy w diecie jest go mało, gdy masz skurcze, napięcie, gorszą tolerancję stresu albo problemy ze snem, jednak znaczenie ma forma, dawka i moment przyjmowania, bo inaczej robi się z tego loteria. Najczęściej najlepiej tolerowane są formy organiczne, wśród których glicynian, nazywany też chelatem magnezu, bywa wybierany wieczorem, ponieważ glicyna sprzyja wyciszeniu, a sam magnez wspiera układ nerwowy. Jabłczan bywa natomiast lepszym wyborem rano lub w pierwszej połowie dnia, bo u części osób daje efekt bardziej energetyczny i lepiej wpisuje się w funkcjonowanie dzienne. Cytrynian jest formą dobrze wchłanianą, ale u osób wrażliwych potrafi nasilać luźniejsze stolce, co czasem jest zaletą, a czasem problemem, dlatego warto znać własną tolerancję. Dawki w suplementacji najczęściej odnoszą się do magnezu elementarnego, a nie masy całego związku, dlatego warto czytać etykietę uważnie i zaczynać od ilości umiarkowanych, zwłaszcza jeśli masz skłonność do biegunek.

Kwasy omega-3 nie są ozdobą dietetycznego planu, tylko narzędziem, które w dobrze dobranej dawce wspiera układ sercowo-naczyniowy poprzez działanie przeciwzapalne, wpływ na profil lipidowy i u części osób korzystny efekt w zakresie funkcji śródbłonka. Sens mają wtedy, gdy w diecie brakuje tłustych ryb morskich, a celem nie jest cudowny spadek ciśnienia w tydzień, tylko długofalowe obniżanie ryzyka sercowo-naczyniowego. W praktyce liczy się suma EPA i DHA, bo to te frakcje odpowiadają za główny efekt biologiczny, a nie samo hasło omega-3 na opakowaniu, dlatego przy wyborze preparatu kluczowe jest to, ile realnie EPA i DHA przyjmujesz, a nie ile kapsułek ładnie wygląda w dawkowaniu.

Potas jest osobnym rozdziałem, bo potas nie jest suplementem do eksperymentów, tylko elektrolitem, którego nadmiar potrafi być groźny, zwłaszcza jeśli bierzesz leki wpływające na gospodarkę potasową albo masz obniżoną funkcję nerek. Najbezpieczniejszą i najbardziej fizjologiczną drogą zwiększania potasu jest jedzenie, czyli warzywa, strączki, owoce w rozsądnych porcjach, ziemniaki, produkty fermentowane, a także wzorzec żywienia, który naturalnie przesuwa równowagę w stronę większej podaży potasu i mniejszej podaży sodu. Suplementacja potasu w tabletkach, a już zwłaszcza ustalanie dawki „dla siebie”, powinna wynikać z badań i zaleceń lekarza, bo to obszar, w którym jedna dobra intencja potrafi skończyć się poważnym problemem.

Jeżeli chcesz, aby suplementy miały sens, potraktuj je jako dodatek do podstaw, a nie jako fundament, bo fundamentem pozostaje dieta, ruch, sen i redukcja tkanki trzewnej. Suplement ma wspierać proces, a nie udawać, że może go zastąpić.

LEKI NA NADCIŚNIENIE. PO CO SĄ, CO ROBIĄ I DLACZEGO NIE POWINNY ZASTĘPOWAĆ PLANU

Leki na nadciśnienie są potrzebne wtedy, gdy ryzyko jest realne, wartości są utrwalone albo współistnieją czynniki, które zwiększają prawdopodobieństwo powikłań. Problem pojawia się wtedy, gdy tabletka ma „zamknąć temat”, a Ty nie słyszysz, że bez równoległej zmiany warunków życia leczy się objaw, nie przyczynę. Farmakoterapia potrafi ratować, ale nie uczy organizmu lepszej wrażliwości insulinowej, nie redukuje tkanki trzewnej, nie poprawia snu i nie buduje mięśni, dlatego bez tych elementów często dochodzi do sytuacji, w której liczby są chwilowo lepsze, a z czasem leków przybywa.

Ważne jest też to, że leki mają działania niepożądane, które trzeba rozumieć, aby nie bać się ich bez sensu, ale też nie ignorować sygnałów. Niektóre mogą powodować obrzęki, inne kaszel, część może nasilać zawroty głowy, a przy niektórych trzeba uważać na potas i pracę nerek. Lek dobrany rozsądnie bywa ogromną pomocą, natomiast lek dobierany odruchowo, bez rozmowy o stylu życia i bez kontroli tolerancji, robi z pacjenta osobę, która goni wyniki, zamiast budować stabilność.

Jeżeli chcesz zacząć od gotowego, klinicznie ułożonego planu żywieniowego, który porządkuje i ciśnienie, i glikemię, a jednocześnie jest możliwy do wdrożenia bez chaosu, pierwszą pomoc znajdziesz tutaj: https://dietychorobowe.pl

Nie musisz wybierać między dietą a lekami, ponieważ najrozsądniejsze podejście polega na tym, że dieta, ruch, sen i redukcja tkanki trzewnej wygaszają mechanizm, a farmakologia, gdy jest potrzebna, daje bezpieczeństwo i chroni przed powikłaniami. Wysokie ciśnienie i kłopoty z glukozą rzeczywiście bywają nierozłączną parą, lecz nie dlatego, że tak musi być zawsze, tylko dlatego, że mają wspólne korzenie, a jeśli uderzysz w korzenie, w wielu przypadkach uspokajasz oba problemy naraz.

Autor Beata Ślebzak-Cebula

Dietetyk kliniczny

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *